wtorek, 10 kwietnia 2018

Into the wild odc 876676783734898.99

Wszystko mnie wkurwia!
Otworzyłam balkon - uchyliłam, jak ludzie robią, polazłam, wracam - nasrane. Sekcja lotnicza Wróbelwaffe pododdział Neusorge. Ale jak????? Jak to się robi, żeby komuś nasrać na ścianę pod kątem, przez szczelinę może 10 cm, do tego ok 20 cm od niej?
Dowód zdjęciowy w załączeniu. A ja pozdrawiam szorując tę ścianę.
Przynajmniej farba się sprawdziła, bo nie odłazi. Spoko, pewnie jutro....



Dziura na korytarzu sięga już metra w dół, przy moim ogarnięciu tematu jutro może zacznę wode napuszczać.. Do tego będę rozdawać kostiumy pływackie, nie taki głupi pomysł... "Dopłyń do pokoju, człowiecze" - peace & love, maryśka.  Chcecie z rybkami?


Aha. Do tego ugryzł mnie wampir. No pięknie.


I nie mam Kupy vel Hultaja. Ale mam rower ;) Sniegi zeszły, więc nie tak źle ;)
ps. Tak naprawdę i tak warto, obczajcie tylko te mordy: (tu kliknąć w tajny link na jutuba, ha!)

howgh! nadal tu tkwię ;)
m.

poniedziałek, 18 grudnia 2017

Into the wild odc. 78666525454526

nostalgicznie...? nostalgicznie!

czego sie nauczylam na wsi?
- budować zdania w całości składające się z przekleństw
- nosic kapelusz do przerzucania gnoju (patrz: kilka postów temu)
- nie wkładać rąk do żadnych pudełek najpierw nie sprawdziwszy ich zawartości  (mysiej szczególnie)
- kulturalnie pukać do drzwi. z siekierą w ręce.
- nie odbierać psom zdobyczy. po prostu odrobaczać regularnie. (czyli wiejski BARF)
- nie panikować. szyć dopiero jak wątroba wypada.
- udzielać pierwszej pomocy przedmedycznej każdemu potrzebującemu. Jak ktoś jebnie po pijaku twarzoczaszką o asfalt też.

koniec transmisji. bez odbioru!
howgh!

piątek, 15 grudnia 2017

Into the wild odc. 98337665652635

To jest MOJ but, to sa chrupki MOICH psów. To jest wojna!!!!!
...czyli Zocha z rodziną zamieszkały w szafie, skutecznie zapewniając sobie przeżycie na psiej karmie, pakując ją jak świstaki do moich butów roboczych..  Tak, sprzatałam szafę. Tak, znalazłam oba buty wypełnione żarciem....
Jest też motyw Sitka, który to z rozbrajającą szczerością na widok myszy przelatującej korytarzem  ("przepraszam, będziesz tu stać, bo chcę przejść???!!!" ) stwierdził krótko: "gruba mysza!"

środa, 13 grudnia 2017

Into the wild odc. 79827786365-666

W Kłopotnicy wieje. A jak w Kłopotnicy wieje, to nie jak w kieleckim, tu wieje jak skurwysyn. Wszyscy miejscowi Wam to powiedzą, bo wszyscy miejscowi to wiĄ.
Właśnie obok przeleciała moja ultra droga brama :P
A ja radosnym truchtem biegam ratując co się da z przewracającego sie sporego fragmentu kojcowego płotu. Naprawiłby Sitek, dzwoniłam nawet, bo Sitek ma zapłacone z góry chyba do następnego potopu, ale Sitek nie przyjdzie. Sitek lekko zanietrzeźwiał. Także biegam znow jak ta nimfa błotna, kłopotnicka.
Pominę fakt dzisiejszych 2 godzin spędzonych na stylizacji kojców i podsypywaniu podłóg trocinami. Odpylonymi, kurwa mać.

ps. kłamałam, Sitek jest najebany jak messerschmitt. a ja nie biegam jak nimfa, tylko jak nieźle wkurwione stado południc.

Dobrej nocy szanownemu światu ;)

niedziela, 28 maja 2017

Into the wild odc. milion!

Łoj! taka cisza ;) A więc nadrabiam opowieścią o Kubusiu, bo z koniem idzie mi najgorzej ;)

Od kilku dni mamy dramacik bo Kuba  (TEN koń) odkrył ściśle skrywaną tajemnicę, jakobyż rowerzyści byli tajnymi wysłannikami szatana, w związku z czym należy na ich widok wyskakiwać z 4 kopyt w górę (dokładnie - pionowy starcik!!!! ) a potem natychmiastowo poziomo lotem błyskawicy gwałtowne "naprzód marsz"!
...i zawsze np przed treningiem, na który jadę z kundlem - a więc już na rozpoczęciu trenowania jestem hmmmm jakby leTko po przejsciach, troszkę poturbowana  (nie mam jeszcze odznaki paralotniarza na linie przyczepionej do końskiego ryja )

Ale człowiek uczy się na błędach, a więc żeby uniknąć poturbowań czy jazdy poziomej po drodze szutrowej na końcu owej liny, twarzą do ziemii i brzuchem po kamyczkach, postanowiłam ogarnąć temat zaprowadzania szatańskiej chaebty na pastwisko tak, że:

1. zaczajam się przed drogą i prowadzę obserwację okolicznych rowerzystów
2. jesli nie odnotuję wzmożonej aktywności owych, na hasło TERAZ! prawie galopem zasuwamy na pastwisko
3. tempem godnym programów rozrywkowych w typie CZAR PAR otwieram bramke, odpinam pastucha i wrzucam Kubusią na teren

Ha! Da się? Da się!!! Co - ja nie???? ;)
Dziś np już przy wejscu na pastwisko pojawił się szybki sprinter  (nie mialam szans z gościem, szybki skubaniec!!! ) , więc ja Kubusia ultra szybkim ruchem wrzuciłam na pastwisko  (rzut na ippon co najmniej to był!! )  a następnie zagrodziłam całą sobą wejście podnosząc obie ręce do góry i coś tam bełkocząc o niebezpieczeństwie i szatańskim rowerze..

....i jakie było zdziwienie obu - TEGO konia i rowerzysty.... bo akurat dziś Kubuś już się nie boi rowerów... $@#$$#^%^ #$#@$ @#3!!!!


ps - za to w ramach zemsty zaprezentuję żenujące zdjęcie TEGO konia, tak on - książę oczekuje wieczorem na odbiór z pastwiska! (dziś przynajmniej ma ten kreatywny burdelik na pysku, bo wczoraj to godzine ześmy w zespół szukali w trawie, bo wzięło i koniu spadnęło.. ;) )


pozdrawiamy  razem z szatańskim Kubusiem i resztą ekipy, dziś akurat bez przygód ;)

czwartek, 19 stycznia 2017

Into the wild odc 7652656

Kto sledzi profil fejsbuniowy, ten wie, ze troszke ganiam z psami, tak jakby zaprzęgowo.
Tyle, ze moje psy są specjalne.. a raczej specjalnej troski...

Podczas gdy normalny maszer zapina swoje psy i wyrusza na wyprawę, u nas wygląda to czasem tak:
Wychodzimy z domu, niby wszystko ok, psy ładnie dały sie poubierać w szelki, dziś chcę zapiąć nowego, robimy trójeczkę, a więc

przepinam liny, zapinam do nich psy, Pani Buka zna się na lataniu nie od dziś, a więc to ona leci na pozycje lidera, wheel dogs to Maupka (alaskan, wie o co chodzi w tej robocie) i nowy - Glutu, haszczako-podobny, kumaty koleżka!
i cóż się dzieję w naszym zaprzęgu? Cuda!
Pani Buka dostaje nagłego ataku kurwicy, lata w kółko, głownie dopadając Maupiszona, ta z kolei już nie chce biegac, bo ona juz chce do domu (troche ją rozumiem, bo ruda menda naprawdę jej uprzyksza życie), nowy, ktory na początku ma parcie na bieg i stoi w gotowosci - widząc scenę z Buką przestaje kumać cokolwiek i zaczyna latać z nią, liny splątane, burdel na śniegu! Sanie stoją, raczej popychane do tyłu niż cokolwiek naprzód, zresztą na komendę naprzód - hike, Buka ma nowe ataki, ona już nie biega jak durna, ona już fruwa, wydając z siebie dźwięki jakie wydaje orka w rui, Maupka znika w sobie, Nowy nadal nie kuma, ale zaczyna mu sie podobac taki rodzaj treningu, w koncu to szczeniak...

Good mush mówili, kurwa.

następny trening po dwóch głębszych!
...albo trzech..?

wtorek, 10 stycznia 2017

Into the wild odc 2378656


Jak inni radzą sobie z końmi, a jak radze sobie ja...
a może pominę pierwszą cześć i od razu przejde do JA :D
Czasem zdarza się np , ze taki koń pośliznie się. Czasem zdarza się, ze stanie się to kolo Was.. i co wtedy? Znaczy co wtedy robię ja? Ano tego konisia ..... łapię!!! Bo się dziecko przewróci jeszcze abo co...
tja.. koniś Kubuś waży coś ponad 600 kg... ;)
Powiecie debil? odpowiem - jawohl!

Albo człowiek latawiec... ileż to już razy... Dziś na przykład postanowiłam zaprowadzić Kubusia na pastwisko, bo kilka dni stał kolo domu, bo kupa śniegu, każdy wie, nawet ja, ze to sie skakać chce, latać, brykać.... Ano i mamy bryknięcie - ze mną na linie ;) Dlatego nazywam to człowiek - latwiec ;) Ja - w powietrzu, ale uczepiona tej liny kurczowo, a Kubuś radośnie podskakujący i machający zadem z fantazją Puchatka... ;)

Wracam więc do domu, bo zimno, bo buty przemoczyłam ostatnie już (przeciez musialam zostac z Kuba i robić zdjęcia, nic, ze mnie sponiewierało w śniegu po pas praktycznie ;) ), a więc wracam i wymyślilam sobie, ze jako człowiek wsi, upiekę chleb, jak inni! Przecież każdy teraz chleb piecze na wsi, oczywiscie w przerwie miedzy artystycznym rąbaniem drzewa, a wyszywaniem miliona serwetek i na ten przykład aranżowaniem stołu, coby było jeszcze piękniej! Chleb odstawiłam do wyrośniecia, w przepisie mówią, ze ma podwoić objętość, rósł sobie więc w misie, na oko 6 razy większej, niż to co tam upchałam. O chlebie sobie przypomniałam jakoś niedawno, Wyrósł tak, ze połowa ciasta zalewa teraz moją kotłownię (kazali w ciepłym, a to jedyne ciepłe pomieszczenie ) i znowu, znowu myślę sobie - kurwa mać, miało być tak pięknie, a wyszło jak zawsze!



obrazkowo dziś: Książe - no przecie to widać od razu, ze czub!